Od dawna chciałam zagrać w sławną grę stworzoną przez Roberta Kiyosakiego czyli Cashflow 101. W końcu mam ją u siebie i po kilku rozegranych partiach chciałabym podzielić się wrażeniami.

Cashflow 101 – kilka słów wprowadzenia

Oj długo czaiłam się na tę grę. Po pierwsze dlatego, że w ogóle lubimy grać w planszówki, a już najbardziej w takie trochę mocniej skomplikowane i mniej losowe, takie, w których sukces zależy od tego, jaką strategię przyjmiesz i jak główkujesz. A na temat Cashflow 101 sporo się naczytałam – że to gra, która zmienia sposób myślenia o pieniądzach, otwiera oczy na temat inwestowania itd. Tylko że kosztuje strasznie dużo jak na grę planszową – na oficjalnej stronie gry można ją kupić za prawie 400 zł, więc jakoś nie było mi do tej pory po drodze…


Ale na początku listopada miałam 30-te (!!) urodziny i moi przyjaciele kupili mi Cashflow 101 w prezencie. Przyznam, że dla kogoś, kto tak jak ja ostatnio mocno wkręca się w tematykę zarządzania finansami nie ma chyba lepszego prezentu! A że trzydziestka to takie okrągłe urodziny i trochę też przełomowe, bo skłaniają do zastanowienia się nad swoim życiem, osiągnięciami, planami – to idealny moment, by pomyśleć też o finansach i zaplanować przyszłość i swoje działania też w tym temacie.

Na czym polega Cashflow 101?

To gra planszowa, która w pewnym sensie podobna jest do Monopoly czy Eurobiznesu – też rzucasz kostką i przesuwasz na planszy swój pionek (w kształcie szczura!), stajesz na polach, które wywołują różne akcje. Najfajniejsze to oczywiście wypłata, ale są też pola z Małą inwestycją i Wielką inwestycją, Rynek, Nieprzewidziane wydatki oraz pole Dziecko i Zwolnienie z pracy. Pierwsze cztery wiążą się z losowaniem kart z konkretnymi akcjami – wśród inwestycji małych i wielkich możesz znaleźć np. akcje, które możesz kupić, nieruchomości lub biznesy, w jakie możesz zainwestować. Każdy biznes i każda nieruchomość są inne – jedne dają przychód pasywny, inne nie dają, ale warto je kupić, bo są w dobrej cenie i być może w niedługim czasie uda się je korzystnie sprzedać. Wśród kart z „Rynku” można znaleźć takie właśnie interesujące okazje kupna – np. ktoś chce kupić nieruchomość za 100 tysięcy dolarów, a Ty masz akurat taką nieruchomość i kupiłeś ją wcześniej za 50 tysięcy. Czysty zysk! Nieprzewidziane wydatki bywają dotkliwe (kiedy np. trzeba zapłacić gotówką 2000 za wakacje dla rodziny) i mniej dotkliwe (np. 10 za kawę). Gdy staniesz na polu „Dziecko” – Twoje stałe miesięczne koszty rosną, bo zostajesz rodzicem, a gdy spotka Cię zwolnienie z pracy – płacisz do banku wszystkie swoje raty i stałe opłaty i tracisz dwie kolejki.

Celem gry w pierwszym jej etapie (czyli w „Wyścigu szczurów”) jest osiągnięcie takiego przychodu pasywnego (poprzez zakup nieruchomości i biznesów), by przekraczał on miesięczne wydatki. Czyli – gdyby przenieść to na prawdziwe życie – dojście do takiego stanu, w którym nie musisz już pracować, by się utrzymać.

Drugi etap gry to przejście na tzw. „Szybki tor”. Tam nie masz już Małych i Wielkich inwestycji, okazji rynkowych, nieprzewidzianych wydatków, a jedynie kilkanaście pól z różnymi biznesami, w jakie można zainwestować. Każdy z nich kosztuje duże pieniądze, ale i daje spory miesięczny przychód pasywny. Na tym etapie gry dążysz do osiągnięcia przychodu pasywnego w wysokości 50 tysięcy dolarów lub do zrealizowania wybranego na początku gry marzenia. Kto pierwszy tego dokona – wygrywa.

Ważne w tej grze (i to zdecydowanie odróżnia ją od Monopoly) jest to, że na początku gry losujemy kartę zawodu (np. prawnik, nauczyciel, pilot linii lotniczych). Każdy z zawodów pozwala zarobić inną kwotę miesięcznego wynagrodzenia, ale ma także inne koszty utrzymania – im więcej się zarabia, tym więcej kosztuje utrzymanie dziecka i większe raty kredytów trzeba płacić. Czyli w sumie tak jak w życiu 😉

Gra Cashflow 101 – moje wrażenia

W grę graliśmy na razie tylko we dwoje, ale udało nam się rozegrać już kilka partii i poczynić kilka ciekawych obserwacji.

Po pierwsze – moim zdaniem gra jest świetna jeśli chodzi o edukowanie w temacie zarządzania finansami. Bez większego zastanowienia mogłabym wskazać w swoim otoczeniu osoby, które nie radzą sobie z zarządzaniem pieniędzmi najlepiej, a grając w Cashflow mogłyby się tego nauczyć. Ja za pierwszym razem przegrałam i to solidnie, bo zamiast zacząć od odłożenia gotówki na wypadek utraty pracy, kupowałam akcje, a potem musiałam brać pożyczki, bo przygniotły mnie nieprzewidziane wydatki, a nie miałam gotówki. Mając miesięczną wypłatę mniejszą niż 1000 dolarów musiałam w krótkim czasie zapłacić za studia dziecka (1500), za wakacje rodziny (2000), a także kupiłam na raty motorówkę (17 000!!). A potem jeszcze straciłam dwa razy pracę i urodziło mi się troje dzieci. Można sobie pomyśleć – kto kupuje motorówkę za 17 tysięcy, jeśli zarabia tylko 1000? Motorówkę może nikt, ale samochód? Albo drogi telewizor? Albo bierze kredyt na wakacje czy na wesele? Są ludzie, którzy zaciągają pożyczki i kredyty w nieprzemyślany sposób, żeby kupić rzeczy, bez których mogliby się obyć – ale to temat na inny post. W każdym razie grając w Cashflow można łatwo załapać, że żeby być na plusie, najpierw trzeba zatroszczyć się o podstawy – czyli najlepiej spłacić kredyty (z którymi każdy gracz startuje), odłożyć trochę na wypadek utraty pracy, a dopiero potem rozglądać się za inwestowaniem pieniędzy.

Po drugie – grając w Cashflow 101 można poznać kilka przydatnych pojęć, których w szkole nie uczą, a bez których trudno poruszać się w świecie finansów. ROI, aktywa, pasywa, akcje – dla kogoś, kto interesuje się tematyką finansową to nie jest nowość, ale znowu – wbrew pozorom osób, które bez problemu poruszają się w tematyce inwestowania nie ma znowu tak wiele. Ta gra uczy przez zabawę i to jest świetne! No i tych pojęć nie ma znowu aż tak wiele – zaledwie kilka podstaw, więc nie zniechęcą się osoby totalnie zielone, jeśli chodzi o tematykę finansów.

Po trzecie – na początku gra wydaje się skomplikowana, a wszystkie te pojęcia, sposoby inwestowania, wyliczenia trudne do ogarnięcia, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Wprawdzie co chwila trzeba na bieżąco uaktualniać swoje zestawienia finansowe na specjalnej karcie, ale to naprawdę szybko się zapamiętuje – co gdzie trzeba zmazać i co poprawić, gdzie dodać a gdzie odjąć. Nie ma się czego bać!


Po czwarte – grając w Cashflow 101 można uświadomić sobie to, co ja w sumie wiedziałam już dawno i do czego dążę od dłuższego czasu. Jeśli nie inwestujesz swoich pieniędzy i nie pozwolisz, żeby na Ciebie pracowały – nie dojdziesz do wielkich pieniędzy i nie zgromadzisz majątku. Dopiero inwestując gromadzisz dochód pasywny i sprawiasz, że co miesiąc wpływa na Twoje konto coraz więcej pieniędzy. Dochód pasywny pozwala wydostać się z „wyścigu szczurów” – tak naprawdę nie tylko w grze, ale i w życiu.

Po piąte – wcale nie trzeba mieć dobrego zawodu i od razu dużo zarabiać, żeby się dorobić. Nam raz trafiły się dwa słabe zawody – sekretarka i mechanik, a mimo to dzięki przemyślanym inwestycjom udało się zgromadzić dochód pasywny przewyższający koszty i oba zawody – mechanik i sekretarka opuściły wyścig szczurów.

Po szóste – inwestowanie wiąże się z ryzykiem i to także jest odzwierciedlone w grze. Wydaje się, że jak kupujesz akcje to jesteś bezpieczny, bo możesz je potem tylko drożej sprzedać, ale może się zdarzyć, że wcale nie będzie takiej okazji (bo nie trafi się taka karta), albo firma będzie miała trudniejszy okres i stracisz połowę swoich akcji (bo zostaną zredukowane). A gdy kupujesz nieruchomość i wynajmujesz ją, możesz trafić na kartę, w której lokator dokonuje dewastacji w Twojej nieruchomości. Jak w życiu 🙂

Grashflow 101 – czy warto?

Z niecierpliwością czekam, aż będziemy mogli pograć w 4 lub 6 osób (maksymalnie 6 może zagrać jednocześnie), bo im więcej osób, tym więcej okazji do inwestowania będzie się trafiać i rozgrywka będzie ciekawsza. Z pewnością warto zagrać w tę grę – dla wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś o finansach, a także zagrać w coś, co jednocześnie będzie zabawą i może czegoś nauczyć – to pozycja obowiązkowa. Czy warto ją kupić? Nie wiem, z czego wynika aż tak wysoka cena Cashflow, pewnie to głównie opłaty licencyjne, bo w pudełku nie ma nic, co by mogło tak windować cenę. Moim zdaniem ta gra powinna kosztować 100-150 złotych. Ale na prezent nadaje się znakomicie – to jedna z fajniejszych rzeczy, jakie w życiu dostałam!

Dajcie znać w komentarzach, czy graliście w Cashflow i jakie są Wasze wrażenia. Ja już czuję, że zimą będziemy ją otwierać bardzo często!

cashflow 101


Zapisz się na newsletter i pobierz bezpłatne materiały!

Po zapisaniu się na newsletter otrzymasz listę 12 technik, dzięki którym inni uznają Cię za eksperta w branży oraz specjalny rabat na moje produkty!

Zostaw swój adres e-mail żeby pobrać je w formie pliku PDF.

Zapisałeś się na newsletter. Sprawdź swoją skrzynkę e-mail, dostaniesz wiadomość ode mnie! Jeżeli jej nie znajdziesz, zajrzyj do folderu SPAM.