Jak wydać książkę i ile kosztuje self-publishing, a także co po kolei trzeba zrobić, zanim książka trafi do sprzedaży? O tym w dzisiejszym wpisie.

Po prawie pół roku pracy wreszcie mogę pochwalić się tym, że moja książka trafiła do sprzedaży! Książka „Proste drinki” to produkt, który opracowałam z myślą o czytelnikach mojego bloga o napojach. Jest to wyjątkowa książka – jedyna taka w Polsce książka kulinarna, która wydana jest w formie sztywnych, foliowanych kart, złączonych nitem i opakowanych w pudełko. Dzięki takiej formie z książki korzysta się wygodniej niż z innych książek kulinarnych, które w kuchni mogą się pobrudzić albo zamknąć, kiedy akurat z nich korzystamy.

Ponieważ wydając książkę zdecydowałam się na self-publishing, chciałabym podzielić się swoimi doświadczeniami z tym związanymi. Sama szukałam informacji o wydawaniu książek w sieci i jest ich niewiele, więc wierzę, że mój post może okazać się przydatny dla wielu blogerów (i nie tylko blogerów), którzy marzą o wydaniu własnej książki.

Dlaczego zdecydowałam się na self-publishing, a nie na wydawnictwo?

Od jakiegoś czasu wiedziałam, że chcę zaproponować moim czytelnikom jakiś produkt, który będzie uzupełnieniem tego, co znajdą na blogu. Z analizy statystyk wejść na blog 2drink.pl wiem, że bardzo duża grupa wchodzi na stronę z urządzeń mobilnych, a zatem szukają przepisów na drinki nie wtedy, gdy siedzą przed komputerem tylko w innej sytuacji. Pomyślałam, że zbiór przepisów, który można łatwo ze sobą zabrać – na imprezę czy choćby do kuchni – będzie dla nich atrakcyjny.

Jednocześnie nie chciałam iść z wydaniem przepisów w tę stronę, w jaką obecnie idzie się wydając książki kulinarne – coraz częściej są to piękne albumy, z ładnymi zdjęciami, ale jednak mało praktyczne w kuchni. Zawsze jak mam zabrać taką pięknie wydaną książkę do kuchni to jest mi jej szkoda, bo boję się, że się zniszczy. Dlatego szukałam innej formy i znalazłam – moja książka nie zamyka się, bo karty złączone są nitem. Można je dowolnie przesuwać, wysunąć tylko jedną z nich, a resztę schować. Wszystkie są sztywne i zafoliowane, więc nie zaleją się tak szybko jak strony zwykłych książek. No i są tam oczywiście zdjęcia, ilustrujące wszystkie przepisy.

Tak wyglądają strony książki "Proste drinki"

Tak wyglądają strony książki „Proste drinki”

Zdecydowałam się wydać książkę samodzielnie z, dwóch powodów. Po pierwsze – zależało mi nie tylko na treści, ale i na formie, a przekonanie wydawnictwa do tak nietypowej formy mogłoby być trudne. Po drugie – chciałam mieć pełną kontrolę nad całym procesem wydawniczym.

Jak wydać książkę samodzielnie – kolejne kroki

Cały proces powstania mojej książki „Proste drinki” to kilka kroków:

1. Wymyślenie formy – zanim zdecydowałam, jak dokładnie ma wyglądać książka, odwiedzałam księgarnie i przeglądałam wiele książek, nie tylko kulinarnych. Inspiracją okazały się książki dla dzieci, wydawane w przedziwnych formach 🙂

2. Oszacowanie kosztów wydruku takiej książki. Ze względu na nietypową formę musiałam się natrudzić, żeby znaleźć drukarnię, która taką książkę wydrukuje, ale o tym za chwilę. W tym kroku puściłam kilka maili i sprawdziłam, ile mniej więcej może kosztować niewielki nakład i czy w ogóle ktoś to dla mnie wykona. Dopiero wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że stać mnie na to, żeby wydać książkę samodzielnie.

3. Opracowanie szkicu treści – czyli koncepcja, co ma się w tej książce znaleźć.

4. Przygotowanie przepisów. Najdłuższa część całego procesu – przygotowanie przepisów i zdjęć zajęło mi ponad 2 miesiące. To wyzwanie nie tylko dla mnie, ale i dla Tomka – bo te ponad 100 drinków ktoś przecież musiał wypić 🙂 Czasem zaczynałam pracę nad przepisami od rana, czasem kilka drinków było do wypicia przez kilka dni z rzędu. Czasem coś trzeba było kilka razy poprawiać, bo nie wyszło, więc trochę roboty z tymi przepisami było. Tym bardziej, że wszystkie przepisy (z wyjątkiem przepisów na klasyczne drinki znane z barów) to zupełnie nowe przepisy, jakich nie ma na blogu.

Efekt jednej z sesji. Wbrew pozorom to także są proste drinki, z łatwo dostępnych składników. Jako drugi blogowy hit "Żar Tropików".

Efekt jednej z sesji. Wbrew pozorom to także są proste drinki, z łatwo dostępnych składników. Jako drugi blogowy hit „Żar Tropików”.

5. Obróbka zdjęć, przygotowanie tekstów w pliku tekstowym. Zawsze zapisuję przepisy najpierw w notesie, potem to wszystko trzeba wprowadzić do komputera, dopasować zdjęcie do tekstu. Jedna sesja to kilkanaście, kilkadziesiąt ujęć, więc wybranie tego najlepszego dla ponad 100 przepisów zajęło mi kolejne kilka dni.

6. Gdy cały materiał jest już opracowany, teksty dobrze jest wysłać do redakcji i korekty. Zrezygnowałam ze zlecania tego komuś, bo po pierwsze – sama zawodowo zajmowałam się niejednokrotnie korektą i redakcją, a po drugie – cały tekst, który nie był przepisem to zaledwie ok. 3000 znaków. Stwierdziłam, że chyba sama uporam się z tym zadaniem, ale gdybyś chciał wydawać swoją książkę – radzę Ci zlecić korektę i redakcję profesjonalistom.

Zawsze jak mam czytać większe partie tekstu i poprawiać to najpierw drukuję - wydruk zupełnie inaczej się czyta.

Zawsze jak mam czytać większe partie tekstu i poprawiać to najpierw drukuję – wydruk zupełnie inaczej się czyta.

7. Poszukiwanie kogoś, kto złoży książkę i poszukiwanie drukarni. Te dwa punkty realizowałam jednocześnie i ostatecznie okazało się, że w drukarni, którą wybrałam mogę zamówić także skład tekstu, czyli takie opracowanie mojego materiału, żeby nadawało się do druku. Okładkę książki zaprojektowałam wspólnie z grafikiem z drukarni, podobnie jak wygląd stron. Sam skład tekstu trwał 2 tygodnie.

Z poszukiwaniem drukarni szło mi gorzej – okazało się, że wcale nie tak łatwo jest znaleźć drukarnię, która wydrukuje niewielki nakład książki (zdecydowałam się na początek na 500 sztuk), a jednocześnie będą to książki w formie takiej, jak wykonuje się wzorniki kolorów (np. farb). Mimo że mieszkam w Łodzi, gdzie drukarni jest bardzo dużo, znalazłam zaledwie 3, które w ogóle wysłały mi wycenę mojego pomysłu. Niektóre nie odpisywały na maile, inne nie wysłały oferty nawet mimo zapewnień, że wyślą i przypomnień telefonicznych. Szukanie drukarni trwało ze 3 czy 4 tygodnie. Ostatecznie wybrałam najtańszą opcję, która jednocześnie wydawała się najbardziej konkretna – pani Sylwia odpowiadała na maile błyskawicznie, wyceniała kilka moich różnych pomysłów i okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Ze współpracy z drukarnią jestem bardzo zadowolona.

8. Zanim przystąpiliśmy do druku książki, wystąpiłam o przyznanie numeru ISBN. To taki numer, który posiadać muszą wszystkie wydane książki w Polsce. Jego uzyskanie pozwala na wygenerowanie kodu kreskowego dla książki, ale także na naliczenie niższej stawki podatku VAT (zamiast 23% jest to tylko 5%). Co to za różnica jaki VAT? Otóż niższym VAT-em opodatkowane są w tej sytuacji nie tylko gotowe książki, które sprzedaję czytelnikom, ale taka stawka widnieje też na fakturze, którą wystawiła mi drukarnia. 23% a 5% to spora różnica.

Przyznanie puli numerów ISBN jest bezpłatne, a wniosek składa się przez internet. Więcej o tym, jak to zrobić można przeczytać na stronie Biblioteki Narodowej.

9. Gdy już znaleźliśmy drukarnię, skład został zrobiony, drukarnia przygotowała nam proof i makietę książki. Cyfrowy proof to taki wydruk próbny całej książki, w którym odwzorowane są wszystkie kolory dokładnie tak, jak będą wyglądały w gotowej książce. To ostatni moment, by sprawdzić, czy wszystko się zgadza, czy kolory są takie, jak powinny, czy nie trzeba wprowadzić żadnych poprawek do tekstów, do zdjęć.

Proof cyfrowy pocięłam, żeby zobaczyć jak będą wyglądać poszczególne strony i złożyć je w dobrej kolejności w całość.

Proof cyfrowy pocięłam, żeby zobaczyć jak będą wyglądać poszczególne strony i złożyć je w dobrej kolejności w całość.

Makieta z kolei przygotowana była z dokładnie takiego papieru, jaki zamówiłam – były to po prostu zafoliowane, białe kartoniki, z wyciętymi rogami, które pozwoliły mi sprawdzić, czy książka będzie miała dobrą grubość, czy będzie wygodna itd.

makieta

Makieta mojej książki – tak będą wyglądać strony.

10. Ostatni etap wydawania książki to sam druk. Druk trwał dwa tygodnie – akurat te dwa, które spędziłam na urlopie 🙂 Z drukarni odebraliśmy książeczki zapakowane w pudełka i w kartony – 17 kartonów, które trzeba było wtaszczyć na 3. piętro.

Kartony zdobią mi teraz salon ;)

Kartony zdobią mi teraz salon 😉

11. Zdecydowałam, że książkę będę sprzedawać poprzez własny, dedykowany sklep internetowy, więc ostatnie wyzwanie to postawienie sklepu. Wybrałam platformę shoplo i postawienie sklepu, przygotowanie zdjęć, podpięcie płatności zajęło mi jakieś 2-3 dni.

Pierwsze paczki poszły już w świat! :) Bardzo ekscytujący moment.

Pierwsze paczki poszły już w świat! 🙂 Bardzo ekscytujący moment.

Ile kosztuje wydanie książki?

To zapewne część, która najbardziej zainteresuje Cię, jeśli planujesz wydać własną książkę.

Moja książka „Proste drinki” jest wyjątkowa jeśli chodzi o koszty z trzech powodów: po pierwsze, w koszty książki wliczyć trzeba koszt przygotowania przepisów, a więc składników (u mnie jakieś 700 zł brutto kosztów, które mam na fakturach, ale nie wszystkie produkty biorę na faktury, np. przy owocach z warzywniaka odpuszczam). Po drugie – książka ze zdjęciami zawsze będzie znacznie droższa niż książka bez zdjęć (a ja mam zdjęcia na każdej stronie). Po trzecie – moja książka nie ma normalnych stron, tylko sztywne karty, foliowane, z zaokrąglanymi rogami. Do tego ma też pudełko.

Koszty wydania książki metodą self-publishingu to zsumowane koszty:

  • przygotowania treści (poza samą pracą u mnie jest to koszt składników)
  • korekty i redakcji
  • składu
  • przygotowania okładki
  • druku

Dla mojej książki wszystkie te koszty wyniosły około 8600 zł brutto dla nakładu 500 sztuk.

Nie liczę tu czasu, jaki poświęciłam na przygotowanie treści, szukanie drukarni i spotkania w drukarniach, a także kosztów dojazdu do drukarni, którą odwiedzałam kilkakrotnie, zanim odebrałam gotowy nakład książki.

To, co jeszcze trzeba wiedzieć o drukowaniu książek i kosztach wydania książki to:

  • koszt zależy od wybranej metody druku – druk może być cyfrowy i offsetowy. W druku cyfrowym możemy zamówić bardzo mały nakład książek, nawet 100 sztuk (pewnie i mniej ktoś by nam wydrukował). W druku offsetowym nakład musi być większy, by było to opłacalne – według moich kalkulacji już przy 300 sztukach opłacało się zamówić druk offsetowy, ale dla różnych książek może być różnie.
  • koszt zależy od wielkości nakładu – im większy nakład, tym koszt jednej sztuki jest niższy. Ja testowo zdecydowałam się na bardzo mały nakład, ale wystarczyłby nakład dwukrotnie większy, by cena wydruku jednego egzemplarza była o kilka złotych niższa.
  • warto wyceniać tę samą usługę w różnych drukarniach – ceny, jakie otrzymaliśmy od różnych drukarni różniły się niewiarygodnie. Za tę samą usługę jedna zaproponowała 9 tysięcy brutto, a inna 14 tysięcy.
Moja książka "Proste drinki"

Moja książka „Proste drinki”

Moje obawy i zagrożenia związane z self-publishingiem

Nie ukrywam, że miałam pewne obawy podejmując się takiego zadania. Nigdy nie pracowałam w wydawnictwie, a jedyna książka, z jaką miałam do czynienia od strony procesu twórczego to… moja praca magisterska. Bałam się tego, jak będzie to wyglądać w całości – gdy wydajesz np. powieść, w której nie ma obrazków, masz tylko treść i niewiele może pójść źle. Tu źle mogło pójść wiele. Przede wszystkim osoba, która robiła skład to nie był nikt z polecenia (polecony grafik nie miał czasu, nie miałam nikogo innego pod ręką). Poza tym nie znałam zupełnie tej drukarni. No i nie wiedziałam, czy forma, którą sobie wymyśliłam, będzie tak dobrze wyglądać, jak myślę.

Nieco wątpliwości rozwiał już cyfrowy proof i makieta – wtedy wiedziałam, że może być nieźle. Ale jak odebrałam gotowy produkt, to wiedziałam już, że drukarnia spisała się znakomicie i „Proste drinki” wyglądają dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam.

Self-publishing ma oczywiście swoje minusy, z których największym jest to, że o promocję książki musisz zadbać sam. Sama zajmuję się jej dystrybucją, póki co nie wstawiłam jej do żadnej księgarni i jedynym miejscem, w którym można zamówić „Proste drinki” jest mój sklep internetowy. To na pewno zmniejsza szansę, że książką zainteresują się tysiące czytelników, ale przecież niczego nie wykluczam – także tego, że książka kiedyś pojawi się na półkach w księgarniach.

Mam nadzieję, że moje doświadczenia związane z wydaniem książki pomogą podjąć decyzję tym, którzy zastanawiają się, czy self-publishing jest dla nich. Jeśli masz jakieś dodatkowe pytania, daj znać w komentarzu.

[wysija_form id=”4″]


Zapisz się na newsletter i pobierz bezpłatne materiały!

Po zapisaniu się na newsletter otrzymasz listę 12 technik, dzięki którym inni uznają Cię za eksperta w branży oraz specjalny rabat na moje produkty!

Zostaw swój adres e-mail żeby pobrać je w formie pliku PDF.

Zapisałeś się na newsletter. Sprawdź swoją skrzynkę e-mail, dostaniesz wiadomość ode mnie! Jeżeli jej nie znajdziesz, zajrzyj do folderu SPAM.